Dydiowa to jedno z tych miejsc w Bieszczadach, które przyciągają ciszą i tajemnicą — nieistniejąca już wieś rozcięta granicą polsko-ukraińską, dziś pochłonięta przez las i trawę. To idealne miejsce dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż tylko widoków — kawałka zapomnianej historii Bojków i Ukraińców, którzy tu żyli przez wieki.
Teren dawnej wsi leży nad Sanem, otoczony leśnymi masywami o starych, ludowych nazwach: 'Kyczera', 'Muczne', 'Czereśnia', 'Zielony Las'. W różnych porach roku krajobraz zmienia oblicze — wiosną łąki zarastają dzikimi kwiatami, latem cień starych drzew kryje resztki fundamentów, a jesienią buki i jodły płoną złotem i czerwienią. Zimą cisza jest tu absolutna. Gdzieniegdzie można natknąć się na pozostałości murów folwarku, fragmenty nagrobków na zniszczonym cmentarzu czy dwa przydrożne krzyże — wszystko, co zostało po wsi liczącej przed wojną ponad 1300 mieszkańców.
Jak dotrzećIwan Franko, jeden z największych ukraińskich pisarzy, odwiedzał Dydiową w latach 80. XIX wieku, goszcząc u miejscowego proboszcza — znawcy etnografii Bojków. W 1890 roku został tu nawet aresztowany. To właśnie ta literacka i ludzka historia nadaje temu miejscu wyjątkowy, melancholijny charakter.